W nowym odcinku serii Historia Głogowa Dariusz Andrzej Czaja przedstawia wydarzenia związane z paniką, która zapanowała w Głogowie po polskim ataku na Wschowę w 1939 roku.
2 września 1939 roku, w pierwszych dniach II wojny światowej, dowódca Wielkopolskiej Brygady Kawalerii, gen. Roman Abraham, zlecił zrealizowanie wypadu na teren Niemiec. Oddział złożony z 307 żołnierzy, wsparty przez pojazdy pancerne, artylerię, tankietki TKS, cyklistów oraz kawalerię, o godzinie 17.00 rozpoczął atak na przejście graniczne przy wsi Geyersdorf (Dębowa Łęka). W międzyczasie polska artyleria zajęła pozycje na zachodnim skraju Długich Starych.
Po krótkich walkach, w efekcie wycofania się oddziałów niemieckich i mieszkańców, Polacy zdobyli strażnicę oraz miejscowość. Równocześnie rozpoczęto ostrzał Wschowy, podczas którego na koszary spadło 36 pocisków. Czołówka polskiego wypadu, dowodzona przez pluton ppor. Stefana Perkiewicza, dotarła do rogatek Wschowy, penetracja terenu przeciwnika osiągnęła około 8 km.
Ostrzał wywołał panikę na ulicach Wschowy. Mieszkańcy zaczęli uciekać, a wieść o ewakuacji urzędów rozprzestrzeniła się w błyskawicznym tempie. Niemieckie oddziały wycofywały się w stronę Głogowa, natomiast zastępca burmistrza, w obliczu braku wsparcia od garnizonu, postanowił uciekać. Ewakuacja była masowa, mieszkańcy opuścili miasto, zostawiając mienie bez opieki. W tym dniu w Wschowie odnotowano 7 niemieckich ofiar śmiertelnych oraz 20 rannych.
W miarę jak docierały informacje o polskiej ofensywie, mieszkańcy Głogowa, obawiając się ataku, zaczęli pakować swoje dobytki i przygotowywać się na ewentualne opuszczenie miasta. Polskie siły zrezygnowały jednak z dalszej penetracji w kierunku Głogowa.
Po latach, prof. Romuald Szeremietiew, były minister MON, analizował możliwość ataku większych sił na Głogów, traktując to jako potencjalny początek polskiej ofensywy, co byłoby istotnym wydarzeniem w kontekście kolejnych rozegranych w 1939 roku wydarzeń.

